"Kiedyś, to były bajki..."

Nad stołem wisi obrazek słoneczników. Ten sam, który kilka lat temu dostaliśmy od pana Mariana na Wielkanoc, nad tym samym stołem, przy którym kilka lat temu, toczyła się zażarta dyskusja, na temat nowych bajek. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, ot zwykła dyskusja,  gdyby nie fakt, pan Wantoła bajki rysował, a ja miałam może z 8 lat.







Miał rację, dzisiejsze bajki to w większości bezwartościowe dziesięć czy piętnaście minut, które albo nie uczą niczego, albo pokazują przemoc. Szkoda tylko, że doszłam do tego tak późno.
Dzisiaj, kilka dni po Jego śmierci, chyba warto wspomnieć o bajce, w której  On sam był bohaterem. Ostatnio mówi się tylko o tym, jak skromnie żył, zapominając o jednym, bardzo ważnym szczególe. Fakt, nie była to idylla, ale bajka z ogromną puentą.
Najważniejszą rzeczą dla Niego była rodzina oraz uśmiech dzieciaków, jaki wywoływał za każdym razem, kiedy nieprzerwanie przez kilka godzin, rysował dla każdego Bolka, Lolka i Reksia, na każdym z obrazków dopisując "Z pozdrowieniami od Bolka, Lolka i Reksia z Bielska-Białej". Potrafił uszczęśliwić najsmutniejsze dziecko, które przychodziło na warsztaty. Ba! Nie znajdzie się dorosły, który oparłby się urokowi pana Mariana. Zawsze uśmiechnięty, szczęśliwy, spełniony. Nigdy nie narzekał, martwił się tylko o żonę, która nie czuła się najlepiej. 

Pewnego dnia, wyszedł z domu. Tylko na chwilkę! Wieczorem okazało się, że wjechał na Szyndzielnię. Kochał góry, które są przecież pełne wolności i wieczności, którą On zapewnił sobie tworząc dzieciństwo milionów dzieci na całym świecie.
Ze swoją żoną spędził 63 lata. Teraz, historię ich miłości zna cała Polska. Narysował jej bukiet kwiatów, na zwykłym kawałku papieru. Ale to nie był początek, bo była to miłość od pierwszego wejrzenia do ostatniego tchu. Tak, jak w przysiędze małżeńskiej. "I że Cię nie opuszczę aż do śmierci". On wiernie trwał przy Niej, kiedy chorowała. Ona trwała przy Nim, do końca. Wieczna miłość, taka jak z bajki. Czy teraz takie się zdarzają? 
Patrząc na ten wazon słoneczników nad stołem wiem, że zyskaliśmy kolejnego Anioła Stróża, który kochał dzieci i kochał życie. Kochał życie tak bardzo, że walczył o nie do samego końca. Był, jest i będzie przykładem na to, że każdy z nas ma wybór i może zbudować swój pomnik. Wcale nie materialny, a ten ważniejszy - duchowy.





Popularne posty