Zwycięstwo rzecz ludzka, więc czemu by dziś, nie miało spotkać nas?

Kiedy dwanaście lat temu, 7 stycznia 2001 roku, Adam Małysz wracał do swojej rodzinnej Wisły jako pierwszy polski zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, chyba niewielu marzyło o tym, by w malowniczej beskidzkiej miejscowości odbył się Puchar Świata. By cała śmietanka skoków narciarskich zjechała do Wisły i rozpoczęła wielką fetę na cześć tego niezwykłego sportu. Ślązacy zazdrościli Małopolsce Zakopanego, ale to niewielkie grono liczyło, że pewnego dnia i Wisła stanie się przez choć jeden dzień, stolicą sportowej Polski. 









Dzisiaj, 7 stycznia 2013 roku, do Wisły przyjechał Gregor Schlierenzauer, który dzień wcześniej po raz drugi, wygrał Turniej Czterech Skoczni. Dwudzieste trzecie urodziny, austriacki skoczek spędza w rodzinnej miejscowości swojego Mistrza, dzięki któremu zaczął skakać. Nie trzeba lubić Gregora, żeby stwierdzić, że właśnie teraz spełnia się marzenie samego Małysza oraz ludzi, którzy zawsze wierzyli w beskidzkie konkursy Pucharu Świata.
Było wiele problemów, osunięcia ziemi na zeskoku, utrudnienia przy pracach. Pewnego dnia, razem z polsko-niemiecko-ukraińską grupą wyruszyliśmy na wycieczkę w Beskidy. Ukraińcy zachwycali się najnowszym modelem samochodu Małysza, a Niemcy po ujrzeniu osuniętej buli skoczni w Malince stwierdzili, że ta skocznia nigdy nie powstanie. Wtedy jako 13 letnia dziewczynka, zakochana w skokach narciarskich marzycielka, powiedziałam im z wielką pewnością, że jeszcze przekonają się, co górale potrafią!
"Błogosławieni Ci, którzy uwierzyli, a nie widzieli", jak mówią. Szczęście mają więc Ci, którzy wierzyli, że pewnego dnia w Wiśle nastanie niezwykle świąteczna atmosfera. Przedsmak tego wielkiego szaleństwa był już latem. To odrobinę patologiczne (w pozytywnym znaczeniu) szaleństwo, odmieniło życie po trochę każdemu. Ktoś poznał przyjaciół na całe życie, ktoś zmienił nastawienie do świata, ktoś zaczął spełniać swoje marzenia, ktoś odważył się powiedzieć prawdę.
Skoki narciarskie są magiczne, to powie każdy, kto choć raz tej magii zaznał. Ona uzależnia i wciąga, trudno się potem z niej uwolnić. Chyba nawet się nie chce, bo po co uwalniać się od czegoś, o czym zawsze się marzyło, co daje tyle radości?

Najważniejsi w tym sporcie są ludzie. Oczywiście, w każdym tak jest. Jednak tylko pod skocznią, możesz poznać kogoś, kto zmieni całe Twoje życie. Miłość życia, przyjaciela, a może idola z dzieciństwa. Kilka chwil, potrafi sprawić, że spełnią się marzenia i natychmiast powstaną nowe.
Opowiem Wam pewną historię, może trochę nudną, ale prawdziwą. Pewna dziewczynka, od zawsze oglądała skoki narciarskie. Z dziadkami po przedszkolu, z rodzicami w soboty, całą rodziną przy niedzielnym obiedzie. W wieku sześciu lat, patrząc w ekran telewizora, kiedy Simon Amman stanął na podium obok jej wielkiego idola, Adama Małysza, oznajmiła wszystkim, że to będzie jej mąż, a sobie samej w głowie obiecała, że kiedyś pozna ich wszystkich i też będzie robiła z nimi wywiady, tak jak ten pan w telewizji. Mijały lata, dziadkowie odchodzili, a skoki stały się odskocznią do dawnych lat, kiedy to wszyscy razem mieli czas usiąść i zobaczyć, jak kolejny raz wygrywa Adam Małysz. Igrzyska Olimpijskie w Vancouver przeżywała wraz ze swoją przyjaciółką, chyba to właśnie dzięki miłości do Ammanna się zaprzyjaźniły. Mówią, że Małysz i Ammann to wzór prawdziwej przyjaźni, one też o takiej marzyły. Bywały lepsze i gorsze chwile, aż nastał rok 2012. Siedemnastoletnia już wtedy dziewczyna, oglądając ostatni konkurs w Planicy obiecała sobie, że za rok też tam będzie. W międzyczasie pojechała na Letnie Grand Prix do Wisły, którą tak bardzo kochała, w końcu jako dziecko co roku była tutaj z rodzicami. Wtedy wszystko się zaczęło... Dziś jest początkującą dziennikarką, której marzenia ciągle ewoluują. Udowadnia, że warto marzyć.
Skoki są magiczne, a takich histori są zapewne tysiące. Jeszcze bardziej magicznie zapowiadają się konkursy w Wiśle i Zakopanem, bo nasi reprezentanci pokazują, że potrafią świetnie skakać. 

Kto nie wierzy, niech w końcu przejrzy na oczy, bo "zwycięstwo jest przecież dla ludzi".








Popularne posty