sobota, 29 kwietnia 2017

#ListyDoS Spóźnienie

Bielsko-Biała, 30.03.2017

Stefie,

Znowu się spóźniłeś. Kolejny raz. Tym razem to nie ja przyszłam za wcześnie, to Ona Cię zatrzymała. Ze mną stały tysiące ludzi. Czekałam przed ogromnym, betonowym budynkiem z setkami ludzi, których twarze znałam mniej lub bardziej. Fioletowa róża, którą trzymałam w ręku miała mi dodawać otuchy. Zaśmiałam się. Tylko Ty potrafisz sprawić, że zabiegani na co dzień ludzie potrafią cierpliwie czekać. Cecha Twoja i gwiazd rocka.







Gwiazda rocka w wydaniu lokalnym. I zupełnie nie muzycznym, bo muzykę przejęłam ja. Po tamtej sobocie w gazetach pisali, że byłam dzielna, bo chwyciłam za mikrofon i zaśpiewałam. Dobre sobie... Twoi wrogowie nagle wychwalali Cię pod niebiosa. Bo społecznik, zawsze dla ludzi, bezproblemowy. Ponoć Twoją jedyną wadą jest niepunktualność. Dasz wiarę? Nawet na to znalazło się wytłumaczenie – na ulicy ktoś Cię zaczepił, poprosił o pomoc a Ty jak zwykle wolałeś oddać ostatnie zaskórniaki zamiast kupić sobie buty. A przecież uwielbiałeś zakupy, bo te wszystkie ciuchy tak dobrze wyglądały potem na zdjęciach. Ostatecznie dobrze wyglądają teraz na mnie. Ponoć w ogóle jestem do Ciebie podobna. Słyszę to na każdym kroku. Że mam oczy jak Ty, uśmiecham się zupełnie jak Stefan albo myślę tak jak Ty. Za wysoko postawiłeś mi poprzeczkę, Tato!

Twój pogrzeb był dopiero początkiem. Kiedy zobaczyłam tych wszystkich ludzi, którzy nie mieścili się w kościele pomyślałam, że chyba jednak miałam rację. Mój Ojciec jest Superbohaterem. Po telefonie z cholernego Sosnowca na Wyspę przychodzili wszyscy. Prawdziwi rozbitkowie statku, któremu zabrakło kapitana. Doskonale pamiętam moment, w którym kazałam jednym przygotować psalm, drugim upiec ciasto, a Mamie kupić sukienkę. W drzwiach stanął trzydziestolatek, który zapytał czy może po prostu u nas pobyć. Tutaj, na Wyspie. -Wie Pani, on mnie uratował. Kiedy wszyscy spisali mnie na straty, a ja przyszedłem do Urzędu żeby nawrzeszczeć na kolejnego barana, spotkałem tam właśnie jego. Uśmiechnął się do mnie i wiedziałem, że będzie dobrze. Nie spisywał kolejnego raportu z dyżuru radnego. Nie pytał o to, dlaczego mając pracę nie byłem w stanie spłacić długów. On po prostu był. Chciał pomóc i to zrobił... Jestem mu tak bardzo wdzięczny... - Łzy same płynęły mu po policzkach. Wtedy dotarło do mnie co miałeś na myśli mówiąc mi, że za dużo we mnie egoizmu. Historia tego faceta była warta o wiele więcej niż nasze wakacje.

To zabawne, że kiedy wszyscy płakali, ja się uśmiechałam. Pocieszałam innych, że niby tak będzie dla Ciebie lepiej, że gdybyś miał cierpieć tutaj, przechodzić przez piekło na Ziemi, że Bóg tak chciał. W luźniejszej wersji: dobrzy ludzie umierają młodo i przynajmniej teraz może być z nami wszędzie. - Przestań bredzić. - M. pierwszy raz płakał na pogrzebie. - Wyobraź sobie, że moja matka za każdym razem kiedy się z nim mijała na ulicy wracała do domu cała w skowronkach, bo nikt tak jak pan Sierotnik nie potrafi podbudować człowieka i odbudować jego wiary w ludzi. Jej jedyna motywacja do działania właśnie leży w grobie.

-Boże! Jak mogłeś! Jak mogłeś nam to zrobić?! - Zapłakana kobieta w starych jeansach wpadła do kaplicy potentata pogrzebowego. Leżałeś w trumnie trochę tak, jakbyś spał. - Panie Stefanie, niech się Pan obudzi! Przecież musi Pan z nami być! Miał Pan zobaczyć nasze nowe mieszkanie, dzieci dostały w końcu nowe książki! Panie Stefanie... - Mama czwórki dzieci tarmosiła Twoją rękę. Nie reagowałeś. Ona upadła obok trumny. Do drewnianej skrzyni włożyła wieniec pięknych kwiatów i kartkę z jednym prostym słowem „dziękuję”. Założę się, że na te zielsko wydała swoje ostatnie pieniądze. Człowiek z obsługi pierwszy raz widział takie show. A nie mówiłam, gwiazda rocka!

Ksiądz z ambony mówił, że jeszcze wszystko będzie dobrze, tylko musimy przejść przez morze łez. Od chwili gdy pieprzony skrzep zgasił światło, które dawałeś nam wszystkim minęły już prawie cztery lata. Na morzu ciągle nie widać lądu. Jest tylko widok na Wyspę.



Tęsknię Papo.