Rozdział kolejny. I nigdy się nie poddawaj.

Ponoć liceum to najlepszy czas w życiu. Sama też tak myślałam oglądając przesłodzone filmy Disney'a czy amerykańskie seriale. Jedno jest pewne - o chwili skończenia szkoły marzyłam od dawna. 





Nieważne jak bardzo liceum dało mi w kość, jak bardzo dużo rzeczy wydarzyło się w ciągu tych trzech lat. Wszyscy ciągle powtarzają mi, że powinnam cieszyć się każdą chwilą spędzoną w szkole, bo to najpiękniejsze lata mojego życia. Nie były najpiękniejsze, ale były najbardziej uczące mnie życia, tego prawdziwego. 

Spełniłam marzenia, w mojej głowie pojawiały się coraz to odważniejsze, które zaczęłam postrzegać jako plany, bo w końcu dotarło do mnie, że potrafię, że jeżeli chcę, mogę dokonać wszystkiego - to 'wszystko' zależy tylko i wyłącznie od ciężkiej pracy i nastawienia, jakie będę miała.

Te spełnione marzenia, sukcesy czy po prostu chwile szczęścia, to jednak zasługa trzech grup ludzi - moich najcudowniejszych Rodziców, rodziny (w którą wliczam też przyjaciół, którzy w czerwcu 2013 roku stali się częścią rodziny Sierotnik) oraz Nauczycieli na czele z panią Dyrektor, której możecie mi zazdrościć. 

Po wielu gimnazjalnych przygodach decyzję o zmianie szkoły i przeniesieniu papierów do zupełnie innej szkoły podjęłam w ostatnim dniu wakacji. Już wtedy wiedziałam, że będą to trzy lata pełne wydarzeń zmieniających moje życie. II LO im. Juliusza Ligonia w Chorzowie - szkoła, która nauczy Cię marzyć, bo nikt nie pozwoli Ci zrezygnować ze swoich pasji, planów i przede wszystkim, nikt nie pozwoli Ci zmarnować swojego talentu. I za to dziękuję, bo nie wiem, kim byłabym dzisiaj, gdyby nie miliony wylanych łez, trudnych decyzji, przegadanych lekcji, wyśpiewanych minut czy słów, o których nawet nie marzyłam. Wiem, że nie byłam wymarzoną uczennicą, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś z dumą choć jeden Nauczyciel będzie mógł powiedzieć, że byłam jego uczennicą. 

W jednej z mądrych książek przeczytałam coś tak oczywistego, że do dzisiaj słowa te wybrzmiewają w mojej głowie - każde spełnione marzenie okupione jest cierpieniem. Miałam chwile upadków, zwątpień, chwili, kiedy chciałam się poddać. Na szczęście zawsze wtedy był obok Ktoś, kto potrafił chwycić mnie za warkoczyki i postawić do pionu. Nigdy nie zapomnę jednej z ostatnich rozmów z Mamą i Tatą, kiedy miałam poddać się ostatecznie. Zapłakana siedziałam na parapecie, powiedziałam wtedy słowa, których do dzisiaj żałuję, ale Tata powiedział tylko - ja i tak wiem, że nigdy się nie poddasz, za daleko już zaszłaś. Nie poddałam się. 

Wiele rzeczy i ludzi straciłam, wiele zyskałam. Bilans wychodzi na plus, bo mam coś, co odzyskałam; coś, co straciłam w gimnazjum - wiarę w ludzi. Dziękuję, wszystkim. 

Wniosek? Liceum to nie słynne 'high school' w którym wszyscy są szczęśliwi, nawet jeżeli są oblewani czerwonymi koktajlami lub ich największym problemem jest fakt bycia szkolną gwiazdą, a każde swoje emocje wyrażają śpiewając piosenki i spontanicznie tańcząc. Choć muzyki na korytarzach nie brakuje. Liceum to ciężki kawałek chleba, który uczy wytrwałości, sztuki przetrwania, ale co najważniejsze pozwala nam znaleźć to, kim jesteśmy i kim chcemy być, bo przyszłość czeka tuż za rogiem. 

Teraz jeszcze tylko matura, a potem... Co potem? 


 

 




Popularne posty